niedziela, 18 stycznia 2015

Izrael boi się Boga, czyli dlaczego nie odbudowano świątyni?


„Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. (…) Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą."
Łukasza 21:6,24

Żydzi podejmowali próby złamania tego proroctwa ale bezskutecznie. Nie lubią mówić o tym epizodzie związanym z ich pragnieniem odbudowy świątyni. Całe to bardzo dramatyczne wydarzenie poszło w zapomnienie. Żydzi wiedzą, że bez świątyni ich religia jest zwykłą fikcją, gdyż nie są wstanie kontynuować swojej wiary zgodnie z wymogami prawa mojżeszowego. Nie mogą obchodzić świąt gdyż wszystkie wymagały pojawienia się w świątyni i złożenia odpowiedniej ofiary, nie są wstanie nawet przeprosić Boga, bo do tego także powinni złożyć ofiarę według zasady, że tylko krew zmywa grzechy. Z tego powodu żydzi na wiele różnych sposobów dążyli do odzyskania Jeruzalem i odbudowy świątyni. 

W 135 roku po narodzinach Pomazańca żydzi buntują się, ale ponoszą klęskę i od tej pory nie wolno im było wejść do miasta. Konstantyn Wielki, który sprzyjał chrześcijanom, pozwolił żydom raz w roku wejść do miasta i opłakiwać świątynię niestety oni ponownie buntują się i zostają ujęci a następnie okaleczeni przez obcięcie uszów. Jakiś czas po Konstantynie do władzy dochodzi Julian Apostata (361-363 po Chr.). Nowy cesarz ujawnia się, jako poganin i zaczyna zwalczać chrześcijan promując pogaństwo. Żydzi przekonują go, że mogą mu pomóc, jeśli on pomoże im odbudować świątynię. Trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego Julian sprzyjał żydom. Niektórzy twierdzą, że chciał razem z nimi wielbić tego samego Boga a inni, że sprzyjał im gdyż składanie ofiar ze zwierząt czyniło te religie podobnymi sobie. Żydzi na pewno przekonali cesarza, że skutecznie zwalczą sektę Galilejczyka a Julian wykorzystywał wszystkie możliwe sposoby by zwalczyć chrześcijaństwo. 

Julian Apostata wypłacił pieniądze, zapewnił najlepszy nadzór budowlany i wysłał rzemieślników. Ruszyły prace i stanęły.

Jan Chryzostom tak relacjonuje to wydarzenie:

„Kiedy odsłonięto fundamenty, rozkopano ziemię i przygotowano się do rozpoczęcia budowy, wtedy z pod ziemi wybuchnął ogień, który spalił wielu ludzi, rozbił kamienie i zmusił do porzucenia zamiaru, nie wczas podjętego. Nie tylko robotnicy, ale także przyglądający się stali osłupiali i zawstydzeni. Na wiadomość o tym, cesarz Julian przestraszył się, że ściągnie ogień na swoją głowę, jeżeli będzie kontynuował budowę. Porzucił więc rozpoczęte przedsięwzięcie, uznając się za pokonanego wraz ze swoim ludem. Dziś jeszcze ujrzysz nagie fundamenty, gdy się udasz do Jerozolimy, a jeśli zapytasz skąd się wzięły, nie usłyszysz nic innego, niż to, co powiedzieliśmy.”

Profesor Jan Iluk w dziele „Żydowska politeja…” tak skomentował ten fragment:

"Prace budowlane w Jerozolimie rozpoczęły się wiosną 363 r. n.e., zbiegając się w czasie z wymarszem armii Juliana do Iranu; trwały od kwietnia do maja tamtego roku. Przedsięwzięcie skończyło się katastrofą (27 maja), której podobne sobie opisy odnajdujemy u kilku chrześcijańskich autorów. Także ostatni rzymski historyk, Ammianus Marcellinus, z racji wyznania i urodzenia bliski Julianowi, odnotował niecodzienne zakończenie prac na gruzach świątyni: ‘Kiedy więc Alipiusz, wspomagany przez namiestnika prowincji, zabrał się energicznie do dzieła, straszliwe kule ogniste, często wybuchające z pod fundamentów, sprawiły, że wielokrotnie płonęli robotnicy, a całe to miejsce stawało się niedostępne. W ten sposób ów żywioł stale ich przepędzał i w końcu zmusił Alipiusza do rezygnacji z prac’.”

Nie tylko chrześcijańscy historycy potwierdzają te zadziwiające i dramatyczne wydarzenia, ale także Ammianus Marcellinus, ostatni pogański historyk. Julian Apostata krótko po tym wydarzeniu ginie w bitwie a jego ostatnie słowa miały brzmieć „Galilejczyku zwyciężyłeś”. 

Czy Pomazaniec Boży wypowiadając słowa o zburzeniu świątyni tak, że nie zostanie kamień na kamieniu miał na myśli także mur? Jest to mało prawdopodobne, jeśli jednak zaliczał mur do świątyni to znaczy, że niebawem możemy być świadkami jego zburzenia. Jest, bowiem niemożliwe by proroctwo Syna Bożego nie miało pomyślnego finiszu. Prawdopodobnie jednak mur możemy zaliczyć, jako coś zewnętrznego. Tak jak but chroniący stopę nie jest stopą tak samo mur chroniący świątynię nie jest nią.

Z kolei, jeśli relacje o buchającym ogniu, gdy chciano odbudować świątynię, są prawdziwe, a nie mamy powodu by je kwestionować, to z pewnością Bóg nie chce by żydzi odbudowali świątynię. Władze państwa żydowskiego z pewnością to wiedzą i dlatego boją się cokolwiek zrobić z meczetem islamskim. Jest on im na rękę gdyż stanowi pretekst by nic nie robić. Gdyby go nie było wówczas wypadałoby zacząć budowę świątyni a to mogłaby być kolejna porażka a nawet kompromitacja gdyż nie dałoby się tego ukryć przed całym światem. 

To może tłumaczyć dziwny fakt, że, mimo iż współczesne państwo żydowskie robi, co chce z miejscowymi Palestyńczykami to jednak nawet nie próbuje budować świątyni. Jest nawet ciekawiej, bo obecnie rząd Izraela broni meczetu przed fanatykami żydowskimi. Proroctwa biblijne zapowiadają jednak, że po upadku USA to Izrael przy pomocy innych państw stanie się potęgą światową i wówczas wypowie wojnę Chrystusowi.

"A Bestia, która była i nie ma jej, i ona jest ósmym, a jest spośród siedmiu i zdąża na zagładę. A dziesięć rogów, które widziałeś, to dziesięciu jest królów, którzy władzy królewskiej jeszcze nie objęli, lecz wezmą władzę jakby królowie na jedną godzinę wraz z Bestią. Ci mają jeden zamysł, a potęgę i władzę swą dają oni Bestii. Ci będą walczyć z Barankiem, a Baranek ich zwycięży, bo Panem jest panów i Królem królów - a także ci, co z Nim są: powołani, wybrani i wierni."
Objawienie 17:11-14

Pan nasz Jeszu, Pomazaniec Boży zapowiedział te wydarzenia podobnie:
"Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą.
Łukasza 21:6,24-27
_______________________
krzysztof sługa pomazańcowy

1 komentarz: