Moja teściowa, w tym tygodniu, miała wizytę u lekarza specjalisty, u neurologa. Ma 82 lata i od niedawna jest z nami. Trzęsły jej się ręce, nie bardzo, ale narzekała, że jak długo żyje to czegoś takiego nie miała. Lekarz rejonowy dał skierowanie do neurologa z podejrzeniem Parkinsona. Zdziwiło mnie, że lekkie trzęsienie rąk, niepoparte żadnymi badaniami, i od razu takie poważne podejrzenie. Na wizytę czekaliśmy prawie 2 miesiące. Termin 10 maja, godzina 10, numer 9.
Spóźniliśmy się, ale lekarz spóźnił się dużo bardziej. Kiedy już nas przyjął, powiedzieliśmy, z czym przyjeżdżamy. Kazał teściowej wyciągnąć przed siebie ręce. Patrzy i nic nie widzi. Ręce nie trzęsą się. Dałem teściowej długopis do ręki bo najczęściej ręce jej się trzęsły jak trzymała łyżeczkę od herbaty, ale lekarz zabrał długopis i włożył do ręki pojemnik z płynnym mydłem. Patrzy i nic, ręce się nie trzęsą. Co więc zrobił pan doktor, lekarz neurolog?
Usiadł przy biurku i wypisał receptę. Dwa razy dziennie po dwie tabletki, rano i wieczorem. Po 6 tygodniach kazał ponownie przyjechać, ale bez teściowej. Po co? Oczywiście po kolejną receptę. Bez badań, bez choroby, a nawet bez symptomów, lekarz kazał kupić i zażywać leki. Nawet moja 82 letnia teściowa stwierdziła w domu, że to żaden lekarz i nie ma zamiaru brać tych leków. Cieszę się, że nie musiałem jej tego tłumaczyć.
Wiedza biblijna, jaką dysponuję sprawiła, że dla mnie ta wizyta miała charakter demaskatorski. Potwierdziła to, co i tak wiedziałem. Jeśli jednak myślisz, że to koniec demaskacji, to usiądź wygodnie i czytaj dalej.

