Był pewien człowiek, który zatrudnił do prac remontowych ośmiu swoich współwyznawców. Przyjął zlecenie na remont miejscowego ratusza. Po jakimś czasie spotykają się z nim przewodnicy zboru do którego należał i jeden z nich mówi:
– Drogi bracie, niepokoimy się o ciebie, ponieważ chodzą słuchy że nie chce ci się pracować.
– Co takiego? – szczerze zdziwił się przedsiębiorca.
– Zatrudniłeś ludzi do pracy, a sam nic nie robisz tylko chodzisz od jednego do drugiego i ucinasz sobie pogawędki. Nawet pracownicy ratusza mówią, że migasz się od pracy. Kiedy twoi bracia ciężko pracują na wynagrodzenie, ty się nie wysilasz. Liczysz pewnie na to, że z ich pracy dostaniesz wynagrodzenie.
Przedsiębiorca, któremu wydawało się, że zatrudniając pracowników zrobił coś godnego pochwały zbladł. Zaskoczony oskarżeniem, posmutniał i zaczął się zastawiać czy rzeczywiście nie powinien pracować z innymi. Nadzorca zboru widząc, że jego słowa podziałały zgodnie z jego wolą kontynuował:
– Wiesz co mówi Pismo Święte o wynagrodzeniu za pracę?
Przedsiębiorca nie był w stanie się skupić na odpowiedzi. Spuścił głowę i myślał nad tym gdzie popełnił, błąd, jak mógł tak zbłądzić, dlaczego myślał, że postępuje dobrze. Tymczasem nadzorca widząc, że nie ma co liczyć na odpowiedź, postanowił mu podpowiedzieć:
